Zasłony i firany – jak znaleźć złoty środek między prywatnością a światłem
Przyjęcie gości na noc w małym mieszkaniu to zawsze logistyczne wyzwanie. Kiedy przyjeżdża rodzina z dziećmi, rozkładam dodatkowe materace na podłodze w salonie. Na szczęście mam zapas pościeli z muślinu bawełnianego, która zajmuje mało miejsca w szafie. Na co dzień śpię na swoim łóżku z pojemnikiem na pościel, które pomieści cztery komplety pościeli, dwa koce i letnią kołdrę. Kiedy goście nocują, wyjmuję dodatkowe poduszki i rozkładam kanapę z funkcją spania w salonie. Żeby wszyscy czuli się swobodnie, przygotowuję wieczorem dzbanek z lawendową lemoniadą i stawiam na stoliku świece zapachowe o zapachu miodu i tymianku. Rano podaję croissanty prosto z piekarnika - to taki mały rytuał, który buduje atmosferę. Prowansja to przecież nie tylko meble, ale też sposób na życie, który polega na celebrowaniu drobnych przyjemności.
Kiedy pierwszy raz zobaczyłam lawendowe pole w Prowansji, wiedziałam, że ten klimat musi zawitać do mojego mieszkania. Ale jak przenieść słońce, zapach ziół i staroświecki wdzięk do bloku z wielkiej płyty? Okazuje się, że to możliwe, choć wymaga kilku sprytnych trików. Prowansalski styl to przede wszystkim gra światła i naturalnych materiałów, a nie drogie meble z katalogu. Zaczęłam od zmiany koloru ścian - zamiast białego wybrałam ciepły beż z delikatnym różowym pigmentem, który zmienia odcień w zależności od pory dnia. Do tego lniane firany z falbanką, które łagodzą ostre słońce padające z okna. W małym salonie 18 metrów postawiłam na meble z odzysku, pomalowane kredą w kolorze pistacjowym. Nie trzeba wielkiego budżetu, żeby poczuć się jak w domku pod Awinionem.
Postawiłam na dywany jako podstawowy wyznacznik stref. Pod stół jadalniany wjechał duży, gładki dywan w kolorze piaskowym, który optycznie oddzielił jadalnię od reszty. W strefie wypoczynkowej pojawił się puszysty, ecru model, ale o połowę mniejszy, tylko pod przednimi nogami mebli. To niby detal, ale działa. Kolejna sprawa to oświetlenie. Nie ma nic gorszego niż jedna lampa wisząca pośrodku sufitu, która oświetla wszystko równo i bez charakteru. Zawiesiłam nad stołem długą, niską lampę z mosiądzu, a nad kanapą postawiłam kinkiet z ciepłym światłem skierowanym w górę. W aneksie kuchennym zamontowałam taśmę LED pod szafkami. Trzy różne źródła światła i nagle przestrzeń sama podpowiada, gdzie co robić.
Największym wyzwaniem okazało się połączenie prowansalskiej lekkości z codzienną funkcjonalnością. Mieszkam sama, ale uwielbiam, gdy przyjeżdżają znajomi z dziećmi. Wtedy potrzebuję miejsca do spania dla trzech osób. Rozwiązanie znalazłam w kanapie z funkcją spania, która w dzień jest wygodną sofą, a w nocy zamienia się w przestronne łóżko. Szukałam modelu z tapicerką welurową w odcieniu wrzosu - to taki prowansalski akcent, który dodaje wnętrzu miękkości i elegancji. Welur ma to do siebie, że nie wymaga prasowania, a przy codziennym użytkowaniu sprawdza się lepiej niż len. Do tego wybrałam model z mechanizmem DL, bo rozkłada się błyskawicznie, bez potrzeby odsuwania stolika. Kiedy goście wyjeżdżają, kanapa wraca do formy sofy w trzy sekundy.
Zaczęłam od sypialni, która w moim przypadku jest też salonem, jadalnią i czasem biurem. Kluczowym elementem okazało się łóżko z pojemnikiem na pościel, które kupiłam po miesiącu spania na rozkładanej wersalce. Wersalka była wygodna dla gości, ale na co dzień jej materac piankowy o grubości 12 cm nie dawał kręgosłupowi wsparcia. Nowe łóżko ma stelaz listwowy z regulacją twardości w trzech strefach, a pod spodem mieści całą moją zimową kołdrę i cztery poduszki. Gdy wstaję rano, automatycznie podnoszę zagłówek za pomocą pilota - to część inteligentnego domu, która pozwala mi czytać w łóżku bez podpierania się łokciami.
Zastanawiając się nad zakupem, musiałam też przemyśleć materac piankowy. Wbrew pozorom nie każdy model nadaje się do pojemnika, bo niektóre są zbyt sztywne i nie unoszą się razem ze stelażem. Wybrałam wariant o wysokości 16 centymetrów, który idealnie współgra z mechanizmem DL, czyli podnoszeniem z systemem amortyzatorów. Dzięki temu nawet ja, ważąca 55 kilogramów, bez problemu unoszę całe łóżko jedną ręką. Do tego stelaz listwowy z elastycznych listew bukowych zapewnia odpowiednią cyrkulację powietrza pod materacem piankowym, co zapobiega rozwojowi roztoczy. To szczególnie ważne, gdy pod spodem trzymamy tekstylia, które powinny pozostać suche i przewiewne.
Ostatnim akcentem prowansalskiego wnętrza są dodatki, które nadają mu charakteru. W salonie powiesiłam na ścianie trzy obrazy olejne przedstawiające pola lawendy, które namalowałam sama podczas pleneru wakacyjnego. Na komodzie stoi wazon z suszonymi hortensjami w kolorze wina i pistacjowe świece w szklanych lampionach. Podłogę zdobi chodnik tkany ręcznie w geometryczne wzory, który kupiłam na targu w Aix-en-Provence. W sypialni na parapecie stoją doniczki z lawendą w prawdziwym, ceramicznym garnku - zimą wnoszę je do środka, latem wystawiam na balkon. Żeby dopełnić klimat, używam lnianych obrusów w kratkę i serwetek z grubego płótna. Nawet drobiazgi, jak mosiężne klamki w drzwiach, mają znaczenie - prowansalski styl to dbałość o każdy detal, który tworzy spójną, ciepłą opowieść o domu.